kategoria: PG15
pairing: G-TOP
typ: yaoi, angst, AU, fluff
opis:
Czasem pozostają tylko wspomnienia. I choćby były szczęśliwe, potrafią być jednocześnie bolesne...
And our whole change come like Fall to December
[I nasze wszystko zmieniło się niczym jesień przechodzi w grudzień]*
Niedługo...
- Seunghyun… - nie wiedział, czy to krzyknął, czy wyszeptał. Nie był w stanie wykrztusić nic więcej. Patrzył tylko oniemiały, nie mogąc uwierzyć w to co widzi. Nie wiedząc co powinien zrobić, powiedzieć, jak się zachować w takiej sytuacji.
Nie miał wątpliwości, to był Seunghyun. Szerokie ramiona, krótko ostrzyżone czarne włosy, niesamowite oczy o ciemnej oprawie… Właściwie nic się nie zmienił. Poza jednym.
Już nie górował w tłumie swoimi stu osiemdziesięcioma centymetrami wzrostu.
Siedział na wózku inwalidzkim.
Patrzył na Jiyonga spokojnie, jego mina wyrażała tylko rezygnację.
Nie, zrozumiał chłopak, zmieniło się w nim jeszcze jedno. W porównaniu do tego Seunghyuna który był z Jiyongiem, ten tutaj pozostawał tylko własnym cieniem. Przygaszony, zgarbiony, nie emanował już siłą i pewnością siebie.
- Jiyong… - odezwał się w końcu cicho. I nawet jego głos nie miał swojej dawnej mocy, był dziwnie matowy i jakby pusty.
Podszedł… nie, podjechał do niego powoli, bezszelestnie, gładko kierując niedużą gałką.
- Jiyong… - powtórzył. - Porozmawiasz ze mną? Choć ten jeden, ostatni raz? - Wyraźnie słyszał w jego głosie rozpaczliwą resztkę nadziei.
Skinął głową, czując nagle w gardle bolesne pieczenie.
* * *
Ruszyli do parku, do którego pierwotnie wybierał się Jiyong. Przez całą drogę milczeli. Nie wiedział jak zacząć rozmowę, co powiedzieć. Widok Seunghyuna w takim stanie… Nigdy by się tego nie spodziewał. Ale przecież takie rzeczy się zdarzają. To tak naprawdę nic niezwykłego…
W końcu Jiyong usiadł na ławce, Seunghyun zatrzymał się obok. Przez dłuższą chwilę tylko wpatrywali się w siebie nawzajem, jakby oceniając zmiany jakie w nic zaszły, przez cały ten czas.
To Jiyong odezwał się pierwszy, najpierw odkasłując nerwowo, by pozbyć się z gardła tego koszmarnego pieczenia. By się jakoś uspokoić, by głos mu nie drżał, gdy wreszcie zacznie mówić.
- Co… co się stało że… no… - zapytał, niezdolny jednak do skończenia zdania, i tylko machnął ręką wskazując na jego nieruchome nogi.
Seunghyun uśmiechnął się gorzko.
- Myślałem że wiesz… że Dae ci powiedział… miałem wypadek. Chociaż… - parsknął cicho, bez najmniejszego cienia wesołości. - Nie wiem czy to był wypadek. Może chciałem umrzeć. - Spojrzał na Jiyonga, i przez chwilę patrzył mu prosto w oczy, z bólem i żalem. - Może specjalnie wtedy nie zjechałem z drogi… To nie była moja wina, ale może miałem szanse tego uniknąć. Może… - Jiyong w końcu odwrócił wzrok, nie mogąc znieść już tego bólu. - Tak czy inaczej, to bez znaczenia. Nagle ich nie czułem. Wciąż były, ale jakby… już nie moje… Wiesz… gdy leżałem w szpitalu… liczyłem że choć raz mnie odwiedzisz… - westchnął.
- Nie wiedziałem… - odparł chłopak, znów na niego patrząc.
- Nie wiedziałeś, czy po prostu nie chciałeś wiedzieć? - Jego usta wygięły się w krzywym uśmiechu, będącym jakąś koszmarną karykaturą jego prawdziwego, tego który Jiyong nazywał ’kocim’. - Ne patrz tak na mnie. Znam cię już wystarczająco długo by… po prostu cię znać. Ale wybacz za wyrzuty. Ostatnio… jestem dziwnie rozgoryczony. Ciekawe dlaczego?
Jiyong zupełnie nie miał pojęcia, co mógłby odpowiedzieć. Było mu głupio. Źle. I to strasznie bolało…
Nagle Seunghyun złapał go za rękę.
- Jiyong… powiedz mi tylko jedną rzecz, dobrze? - Nagle gdzieś zniknęła cala gorycz, a w jego głosie i oczach pozostała tylko ta przerażająca rozpacz i odrobina nadziei. To było prawie nie do zniesienia. - Czy wtedy… naprawdę już nic nie czułeś? Błagam, nie kłam! Nie chcę cię prosić żebyś do mnie teraz wracał, nie chcę byś był ze mną z litości. Nie chcę od ciebie wymagać żebyś przywiązywał się do kaleki. Chcę tylko być pewien… - Zacisnął mocniej dłoń na jego nadgarstku, jakby tonął, a Jiyong miał być dla niego ratunkiem.
Co miał mu odpowiedzieć? Co go mniej zrani? Nie chciał go już więcej krzywdzić… Po tym wszystkim był mu winny prawdę…
Przykrył trzymającą go dłoń swoją własną i lekko ścisnął.
- To prawda… - zaczął cicho, nie patrząc mu w twarz, skupiając całą uwagę na jego dłoni. Na długich, lekko kanciastych palcach, o szorstkich poduszeczkach, a przy tym tak wypielęgnowaną. Jego własne były spracowane, nieprzyjemne w dotyku, a paznokcie wiecznie poobgryzane… Nawet tu się różnili. - To prawda… że byłem wtedy zmęczony. Twoim rozbiciem, niezdecydowaniem… I postanowiłem zdecydować za ciebie. Nie mogłem już patrzeć na twoje gryzienie się z samym sobą, nie mogłem znieść tego, że nie dawałeś sobie pomóc. Odsunąłeś się ode mnie. Więc… stwierdziłem, że tak będzie lepiej. Ja też nie chciałem się już męczyć. Wolałem winę wziąć na siebie, więc urządziłem ci małe przedstawienie… Ale… - wyprostował się i spojrzał mu wreszcie w oczy. - Moje uczucia się wtedy nie zmieniły. A teraz… Już sam nie wiem. Choć już nauczyłem się żyć bez ciebie. A przynajmniej do dzisiaj tak myślałem… - Znów zwiesił głowę. Delikatnie gładził palcami dłoń Seunghyuna, dłoń którą przecież tak doskonale znał… za której dotykiem wciąż tak koszmarnie tęsknił.
Gdy znów na niego spojrzał, na twarzy Seunghyuna malowała się mieszanina złości i bólu.
- Powiedziałeś to tak… - mruknął starszy chłopak. - Że z jednej strony cię nienawidzę, a z drugiej wciąż nie potrafię… Chciałbym móc cię obwiniać, wiesz… ale to w końcu ja prowadziłem wtedy samochód, prawda?
Jiyong tylko skinął głową.
- Tęskniłem… - wyszeptał. - Ale wolałem żebyśmy obaj zapomnieli… Twoi rodzice daliby ci w końcu spokój. No i… słyszałem, że masz dziewczynę. - Ostatnie zdanie dziwnie zabolało, gdy tylko je wypowiedział, smakując obrzydliwą goryczą na końcu języka.
- Miałem - prychnął Seunghyun, kręcąc głową. - Wiesz, nie jestem aż tak bogaty, by chciała męczyć się z kaleką. Zresztą… kto by chciał?
Nie odpowiedział. Tylko mocniej ścisnął jego dłoń, i spojrzał w oczy, które chyba wciąż tak samo strasznie kochał…
=END=
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz