WSTĘPEM....

Blog stworzony tylko w celu rozprzestrzeniania mojej twórczości poza pewnym forum.
Zawiera między innymi treści na temat relacji męsko-męskich tzw Yaoi, lub boys-love. Jeżeli odrzucają cię takie rzeczy - wyjdź stąd, nie zmuszam do czytania.
Pozostałych zapraszam dalej ^^
Oczywiście nie będę zamykać się tylko w tej konwencji, lubię też czasem coś innego napisać, w końcu nie samym Yaoi człowiek żyje.
Najpewniej będę operować, tak jak do tej pory, głównie wokół koreańskich boisbandów, a konkretniej - zespołu Big Bang.

sobota, 19 czerwca 2010

Remember 2/?

tytuł: "Remember" [2/?]
kategoria: PG15
pairing: G-TOP
typ: yaoi, angst, AU, fluff
opis:
Czasem pozostają tylko wspomnienia. I choćby były szczęśliwe, potrafią być jednocześnie bolesne...





And I can't even pick out your favorite stars no more
[I nawet nie potrafię wskazać twoich ulubionych gwiazd...]



Jutro…
Dzwoni telefon. Jiyong budzi się, zwinięty w kłębek pod kołdrą, nadal tuląc do siebie poduszkę. Wciąż mokrą od łez. Nie pamięta kiedy zasnął.
Zwlekł się z łóżka i podniósł słuchawkę.
- Halo? – wychrypiał.
- Jiyongie? Dobrze się czujesz? – Dae… bo właściwie kto inny to by mógł być?
- Nie bardzo… - odparł, zgodnie z prawdą. Już nie chodziło tylko o to że bolały go wszystkie mięśnie, ale drapało go w gardle i chyba miał gorączkę. To nie był dobry pomysł, by siedzieć w przeciągu po zimnym prysznicu.
- Wpaść do ciebie?
- Nie trzeba…
- Dobra, przyniosę ci notatki – stwierdził chłopak, jakby nie zwracając uwagi na jego słowa.
- O ile pamiętam, zrezygnowałem ze studiów jakieś pół roku temu… - usta prawie wygięły mu się w uśmiechu. Daesung potrafił być taki pocieszny w tym swoim przejmowaniu się nim…
- E… to jest… - chłopak wyraźnie stracił wątek.
- Ale możesz przynieść mi jakieś proszki na przeziębienie – podpowiedział Jiyong. – Ja dzisiaj raczej nigdzie nie wyjdę.
- To będę po południu – wyraźnie słyszał ulgę w głosie chłopaka.
- Jasne. Do zobaczenia – odłożył słuchawkę.
Patrzył chwilę w zamyśleniu na telefon. Ile to już czasu?

Wciąż pamiętam…
* * *
- Nie Seunghyun, to znaczy, że jesteś tylko durną kurwą! – wrzeszczał do słuchawki. – Pierdol się, rozumiesz? Mam was gdzieś, ciebie i tego skurwysyna, co twierdził, że jest moim przyjacielem! Nie przerywaj mi, do jasnej cholery! Mam nie wrzeszczeć? Jak ja mam kurwa nie wrzeszczeć, Seunghyun? Skoro wolisz, kiedy to on cię posuwa, droga wolna, mnie już to nie obchodzi! Rżnijcie się kurwa w spokoju! Tak, kurwa! Pierdol się Seunghyun! Pierdol się!
Rzucił słuchawkę na aparat, prawie zrzucając go przy tym z szafki. Dyszał wściekle, mając ochotę rozwalić pierwszą rzecz, jaka mu się nawinie pod rękę. Najlepiej żeby o była osoba i to bardzo konkretna osoba. Ten mały…
- Czemu mam się pierdolić? – Jiyong prawie podskoczył w miejscu, słysząc głos współlokatora. Ten stał obok patrząc na niego ze zdziwioną miną, marszcząc brwi. Chłopak nawet nie zauważył, gdy ten podszedł.
- Nie ty, tylko… kurwa… - poczuł zbierające się w oczach piekące łzy złości. – Kurwa…
I, zanim zdążył pomyśleć, zarzucił mu ręce na ramiona i przycisnął usta do jego, całując go jakby z zemsty, na kimś, kto się o tym już nie dowie, i kogo pewnie to i tak już nie obchodziło.
Zaraz otworzył oczy zdziwiony, gdy starszy chłopak odwzajemnił pocałunek, obejmując go delikatnie. Nie spodziewał się tego. Nie miał pojęcia, że on też…
Nie chciało mu się jednak teraz nad tym bardziej rozmyślać, wolał skupić się na pieszczących go ustach i języku z którym delikatnie walczył o dominację.
W końcu jednak Seunghyun przerwał pocałunek.
- Nie odpowiedziałeś na moje pytanie – powiedział cicho, wciąż go obejmując. Złapał go lekko pod brodę by spojrzał mu w oczy. – Dlaczego mam się pierdolić?
Jiyong bardzo cieszył się że ten go nie puścił. Miał wrażenie że upadłby od razu, z nadmiaru emocji i wrażeń.
- Nie ty… - odetchnął głęboko. Miał mętlik w głowie i nie mógł jasno myśleć. – Mój chłopak… właściwie już były, też ma na imię Seunghyun…
- Aha. Chyba że tak – skinął głową z poważną miną.
I znów go pocałował…
* * *

jutro...
- Nie wyglądasz najlepiej – powiedział Daesung zamiast powitania.
- Tak wiem… Wchodź bo się rozmyślę – otworzył szerzej drzwi by go wpuścić.
- Już… - wszedł do środka rozglądając się po panującym wszędzie lekkim bałaganie. Zmarszczył lekko brwi, jednak nic nie powiedział na ten temat. Jiyong miał świadomość że to do niego niepodobne, że zwykle prezentował lekko obsesyjne podejście do sprzątania. Tyle że ostatnio…
- Kupiłem ci kalmary w cieście i zupę ryżową… zjedz póki ciepłe – podał mu papierową torbę z jedzeniem.
- Wiesz, zawsze mogłem sam sobie coś zamówić… - Jiyong znów prawie się uśmiechnął.
- Ale wiem że pewnie tego nie zrobiłeś – Daesung z kolei uśmiechnął się naprawdę, tak że z jego oczu pozostały tylko półksiężycowe szparki.
- Taa… - zajrzał do torebki. Pachniało całkiem przyjemnie… Wziął z kuchni łyżkę i usiadł na kanapie. – Cos ciekawego w szerokim świecie? – zapytał, odpakowując miskę z folii.
- A, no właśnie! – Daesung natychmiast się ożywił. – Słuchaj, bo…
- Jeżeli to dotyczy kogoś z imieniem na ‘S’ to nie chce wiedzieć, dobra? – przerwał mu od razu, na wszelki wypadek.
- A… tak… jasne… - chłopak jakby stracił rezon. – No wiec, DongHee z naszego roku…
Jiyong go właściwie nie słuchał. Mało go obchodziły te wszystkie studenckie plotki, którymi z kolei Daesung wręcz żył. Ale samo brzmienie jego głosu i fakt że nie był sam przynosiły mu jakąś ulgę…

Miesiąc temu…
* * *
Znów dzwonił telefon.
- Słucham? – spytał cicho. Odłożył torbę z rzeczami na trening – miał właśnie wychodzić. Nie chciał odbierać, wciąż bał się że usłyszy po drugiej stronie ten niski, hipnotyczny głos. Bał się, bo przeraźliwie tego pragnął, a jednocześnie wiedział że wówczas mógłby mu ulec. A przecież nie chciał tego… prawda?
- Jiyongie? Tu Dae! Słuchaj, Seunghyun miał wypadek! To jest ten drugi, Choi! Jest w szpita…
Jiyong odłożył słuchawkę nie pozwalając mu dokończyć. Nie chciał wiedzieć. Nie chciał! Nawet jeśli…
Nie chciał już wiedzieć, chciał zapomnieć!
Osunął się po ścianie i zwinął w kłębek na podłodze. Z całych sił przyciskał ręce do piersi by nie zadzwonić do Dae, by nie wcisnąć mu jakiegoś kitu o zerwaniu linii i nie wyciągnąć od niego adresu szpitala.
Gdy chwilę później telefon zadzwonił jeszcze raz, zerwał się i wybiegł z mieszkania, torbę zostawiając tam gdzie ją położył…
* * *

Jutro…
- Dziękuję że wpadłeś – powiedział, wyginając usta na kształt czegoś co miało przypominać uśmiech, gdy odprowadził Daesunga do drzwi.
- Nie ma sprawy. W końcu od tego są przyjaciele prawda? – poczochrał go po włosach, jakby Jiyong był jakimś niesfornym dzieckiem.
- Zabieraj ten przeszczep! – odepchnął jego rękę, jednak bez złości. Chłopak tylko uśmiechnął się niezrażony i otworzył sobie drzwi.
– Tylko wiesz… jakbyś jednak chciał się czegoś dowiedzieć…
- To znam twój numer – dokończył Jiyong za niego. – Będzie w porządku, naprawdę. Jutro wracam na treningi i w ogóle.
- Tak… to cześć.
Skinął mu głową i zamknął za nim drzwi.
Znów w mieszkaniu zapadła nieprzyjemna cisza.
Wrócił do pokoju i sięgnął po pilota od wieży.
Stukanie.
Potrzebował kilku sekund by zrozumieć, że to tylko deszcz uderza o szybę. Podszedł do okna, zupełnie zapominając o tym, że miał włączyć muzykę. Znów padało.
Właściwie to nawet lubił deszcz. Patrzył chwilę na miasto za oknem, ciemne, ale rozświetlane lampami ulicznymi, neonami i ciepłym światłem z okien innych mieszkań.
Deszcz…

Miesiąc i tydzień temu…
* * *
Padało. Ale to był jeden z tych momentów, gdy nienawidził deszczu. Bluza mu już całkiem przemokła a wciąż miał kawałek do stacji metra. Powinien był podjechać autobusem po treningu, a nie decydować się na spacerek dla zdrowia. Co z tego że o tej porze zawsze są korki i bus się spóźnia!
Wcisnął mocniej słuchawki do uszu, jakby miało mu to pomóc w ochronie przed deszczem. Choć w ten sposób się przynajmniej odetnie od tego wszystkiego.
Oderwał wzrok od wilgotnego asfaltu i spojrzał przed siebie. Prawie się uśmiechnął, widząc, że zostało mu może ze trzydzieści metrów do stacji.
Zaraz jednak poczuł jakby coś przeszyło mu klatkę piersiową.
Co on tu robił?
Dlaczego?
Seunghyun stał przed jakąś wystawą, trzymając w dłoni przeźroczystą parasolkę. Wyglądał lepiej niż zwykle, a właściwie lepiej niż go Jiyong zapamiętał.
Przez chwilę chłopak stał nieruchomo, zupełnie nie wiedząc co zrobić. Zwiać póki Seunghyun go nie zauważył?
Chciał podejść. Znów złapać go za rękę, znów poczuć jego ciepło.
Tyle że to było dziecinne i głupie. A oni obaj byli przecież już dorośli. Prawda?
Nasunął więc mocniej kaptur na oczy i szybciej ruszył w stronę metra.
Minął go bez słowa, zaczynając się kiwać w rytm lecącej w słuchawkach muzyki i modląc się by go nie zauważył.
- Jiyong! – prawie podskoczył w miejscu, słysząc glos za którym tak tęsknił. Nie zatrzymał się jednak, miał przecież w uszach słuchawki, nie mógł go słyszeć. Nie mógł. Nie słyszał.
- Jiyong! - nie potrzebował go już, był szczęśliwy, tańczył do muzyki lecącej mu w słuchawkach. Chciał żeby zobaczył go takim. Niech myśli, że Jiyong go już nie potrzebuje. Niech obaj tak myślą…
Ostatnie metry właściwie biegł.
* * *

Jutro…
Wieczorem dokładnie owinął się kołdrą i łyknął na noc aspirynę, którą przyniósł mu Dae. Chciałby by pomogła mu też ona na miriady wspomnień, wciąż kłębiących się w jego głowie. Wszystko mu przypominało o nim, wszystko! To było nie do zniesienia. I miał przeczucie, że jeszcze trochę i po prostu oszaleje.
Spojrzał w okno. Zapomniał zasunąć zasłony, ale to chyba i dobrze. Mieszkanie było wystarczająco wysoko, by mimo łuny miasta, móc obserwować niebo. Już nie padało, powietrze się oczyściło i wyraźnie widział gwiazdy, niczym diamenty na nieboskłonie. Zawsze lubił patrzeć w niebo. Zawsze kochał gwiazdy.
Chyba ostatnio o tym zapomniał…

Wciąż pamiętam…
* * *
Było późno, ale po prostu nie mógł spać. Zostały trzy dni, a wciąż nie czuł się gotowy. Wciąż widział setki błędów w każdym swoim ruchu. Beznadzieja…
Westchnął ciężko, siadając pod oknem w sypialni i patrząc w gwiazdy.
- J-Jiyong? – usłyszał za sobą zaspany głos Seunghyuna. – Wracaj do łóżka…
- Oglądam gwiazdy – odpowiedział cicho, nie odrywając wzroku od jasnych punkcików. Jakoś go to uspokajało. Chciałby ich kiedyś sięgnąć, może nie w sensie dosłownym, ale jako doskonały tancerz stać się jedną z nich, dla patrzących na niego ludzi…
- Pooglądasz je sobie rano… - mruknął Seunghyun wcale nie bardziej rozbudzony, ale na pewno bardzo niezadowolony.
Jiyong zaśmiał się lekko pod nosem.
- Masz swoją ulubioną gwiazdę, Seunghyun? – spytał cicho.
- Taa… możemy iść spać?
- Pokaż mi ją – poprosił, wciąż cicho.
- Eh ty… Jesteś nie do zniesienia… - burknął chłopak, wyczołgując się z łóżka. – Moja ulubiona gwiazda…

* * *

Jutro…
- Co on wtedy powiedział? – mruknął Jiyong do siebie. Wsunął palce do ust, bezwiednie zaczynając obgryzać paznokcie. – Podszedł i… - zamknął oczy, usiłując sobie przypomnieć. – Która była jego ulubiona? Uh…
Zapomniał.
Pamiętał że go objął a potem się śmiał i… Ale jaka była to gwiazda?
Zaczął rozglądać się po pokoju, szukając jakiejś wskazówki.
Nic.
Jak mógł zapomnieć? JAK? Przecież to było ważne, to było jego wspomnienie…
Odplątał z siebie kołdrę i wyszedłszy z łóżka, usiadł dokładnie tak jak tamtej nocy pod oknem, patrząc w niebo. Jednak i to nie pomogło, wciąż miał w głowie pustkę.
Dlaczego?
Ah, no tak.
Przecież CHCIAŁ zapomnieć.
Bo chciał… prawda?
* * *

Dwa miesiące temu…
* * *
Słyszał że kręci się koło niego jakaś dziewczyna. Pewnie teraz wszyscy muszą być zadowoleni, że nareszcie ‘znormalniał’, a związek z ‘tym tancerzyną’ był tylko szaleństwem młodości.
Trzy i pół-letnim szaleństwem.
Jiyong mógłby to uznać za zwykłą plotkę bez pokrycia.
Z tym że plotki od Dae zazwyczaj były prawdziwe.
Wyobrażał ją sobie – piękną, smukłą, w drogiej sukience od Chanel. Uwieszoną na ramieniu Seunghyuna, niczym ozdobny pasożyt.
Ale ile Jiyong by dał, by być zamiast niej takim pasożytem dla niego!
* * *

Jutro…
Niedługo miał występ, nie mógł odpuścić. Musiał wypocząć, a nie rzucać się w nocy po mieszkaniu, bo nie może sobie przypomnieć jednego zdania. To przecież teraz bez znaczenia.
Ale to pewnie tylko stres, tak na pewno. Ten cały stres go wykańczał.
Tylko kilka dni.
Będzie musiał znów zafarbować włosy, albo choćby je ostrzyć, znów zacząć o siebie dbać. Nie może się przecież zamienić w cierpiącego pustelnika. Lub inaczej – nie może być nim wieczność.
Lecz nie był pewien jak wiele czasu jeszcze musi minąć, nim nauczy się żyć bez niego…
* * *

Pamiętam…
* * *
Kolejny występ i Seunghyun miał wyraźnie dość humorów Jiyonga.
- Dlaczego przed każdym występem zachowujesz się jakbyś miał PMS? – spytał zrezygnowanym tonem, patrząc znad książki jak chłopak nerwowo przestawia wszystko na półkach, ścierając nieistniejący kurz.
Że tego kurzu tam nie ma, to Seunghyun był pewien, ponieważ Jiyong ścierał ten regał po raz trzeci tego dnia. On zdążył już chyba wszystko w mieszkaniu zetrzeć trzy razy, a starszy chłopak nawet nie chciał liczyć ile razy wyczyścił wszystkie kąty mieszkania przez ostatni tydzień.
- PM-co? – spojrzał na niego przez ramię wzrokiem zabójcy. Wiedział, że przesadza, ale nie potrafił inaczej.
Seunghyun uniósł jedną brew i uśmiechnął się kwaśno. A to o nim mówiono, że ma groźne spojrzenie…
- To znaczy… - chyba stwierdził, że lepiej nie tłumaczyć, że zachowuje się jak kobieta przed okresem, bo faktycznie by za to czymś oberwał. - Włącza ci się zaburzenie obsesyjno-konwulsyjne na temat sprzątania.
- Taaa… - burknął, układając książki alfabetycznie według autorów na półce.
Nagle poczuł obejmujące go od tyłu ramiona.
- Mam lepszy sposób na poradzenie sobie z twoim stresem… - niski głos i gorący oddech Seunghyuna na karku, przyprawiły go o gęsią skórkę.
- Mmm… tak? Jestem bardzo ciekaw… - wymruczał cicho Jiyong, czując delikatne pocałunki na karku a po chwili język starszego pieszczący go w tym cudownie wrażliwym miejscu tuż za uchem…
Został podniesiony z lekkością i zaraz znalazł się w ich sypialni, na ich łóżku.
Jednakże Seunghyun, zamiast go dalej pieścić, zaczął go delikatnie łaskotać.
- Ej! – krzyknął chłopak, starając się odsunąć i powstrzymać dziki chichot jaki usiłował mu się wyrwać. – Co… co to ma być?!
- Moja mała zemsta, za twoją nerwicę natręctw… - odparł Seunghyun spokojnie, zabierając ręce. – Ale dobrze, wystarczy ci, ty pewnie też cierpisz…
- Jesteś nieznośny! – prychnął młodszy chłopak.
- I kto to mówi, hę? – przesunął się i położył na kochanku.
- Seung… Hyun… - spróbował go z siebie zepchnąć. - dusisz… Twój ogrom mnie przytłacza! – parsknął.
- Mhm… lubisz mój ogrom… - wymruczał Seunghyun.
- Aigoo… Dlaczego ja się z tobą w ogóle zadaję?!
- Mój ogrom. Lubisz go.
- Czubek! – chciał warknąć, jednak nie potrafił powstrzymać śmiechu.

* * *

Jutro…
Zasnął.
Śniła mu się scena i występ, który miał być przełomowy w jego karierze.
A na widowni siedział Seunghyun, z tym cholernym pasożytem u boku, swoją nową dziewczyną. Jednak nic nie było w porządku. Wyglądała ona jak olbrzymi karaluch z przyssawkami, ubrana w sukienkę Chanel z najnowszej kolekcji.
Seunghyun zaś patrzył na niego z wyrzutem w przekrwionych oczach.
- Zostawiłeś mnie… - po jego policzku zaczęła ciec krew, bo miał strzaskaną czaszkę.
A Jiyong zatrzymał się w połowie figury, gdyż nagle zapomniał kroków.
Nie miał już nic.

All that what happened to us do you remember?
[To wszystko co wydarzyło się nam, pamiętasz?]


=CDN=

1 komentarz:

  1. Au Au Au musk mi umarł.
    To było... takie... chce dalej, ale się boję tego dalej... Pisz, jak się nie dowiem co będzie dalej to umrę, pitolić moje małe lęki... Oo'

    OdpowiedzUsuń